Co wolno dziecku w kościele..../ I /

Któż z nas nie był świadkiem sytuacji, gdy podczas Mszy dziecko płakać, krzyczeć, zaczepiać sąsiadów albo jeździć swoim plastikowym samochodzikiem po sąsiednich ławkach lub filarach. Gdy rodzice ma ją wypracowany sposób reakcji, nie ma problemu. Jeśli jednak jest inaczej - napięcie w kościele zaczyna rosnąć.

Przeszkadza - nie przeszkadza? - Wydaje mi się, że dzieci, je­żeli już przeszkadzają, to raczej wiernym niż kapłanowi - mówi ks. Artur Głombik, który od lat prowadzi Msze św. dla dzieci w gliwickiej katedrze. - Zdarza się, że w zakrystii zjawia się ktoś i pyta, dlaczego nie zareagowałem na złe zachowanie dziecka. Tłumaczę wtedy, że nie widziałem tej sytuacji, bo tak jest naprawdę. Ksiądz Glombik przyznaje jednak, że to, co do niego nie dociera, innych wyprowadza z równowagi. - Pamiętam, jak jeden z na­szych księży nie mógł spokojnie skończyć kazania, denerwował się coraz bardziej, bo czterolatek biegał mu przed ambonką. Nie dziwię mu się, bo on na co dzień nie pracuje z dziećmi i nie jest oswojony z taką sytuacją. Ktoś inny opowiadał, że na Mszy dziecko płakało tak głośno, że kaznodzieja w końcu przerwał kazanie i wskazał matce miejsce z boku, gdzie mogła je uspokoić. Pani chyba się obraziła, bo wyszła z kościoła. - Wiem, że są rodzice, którzy się nie przejmują nawet wtedy, gdy dziecko próbuje wejść na ołtarz. Nie jestem jednak przekonana, czy to ma sens - mówi Elżbieta Kuś, lekarka, matka kilkuletniej Dorotki. - Dziecko może sobie skakać w domu po schodkach, biegać po podwórku, ale kościół to nie jest plac zabaw. Każda kultura ma swój rytuał, kiedy wprowadza się dziecko w przestrzeń sacrum i uważam, że nie należy z tego rezygnować. I dodaje: - Rozumiem., że moja córka swoim zachowaniem może przeszkadzać komuś, kto przyszedł do kościoła pomodlić się w skupieniu. Wole wiec takich sytuacji unikać. Razem czy osobno? Rodzice bardziej wyczuleni na reakcję otoczenia starają się nie zabierać małego dziecka do ko­ścioła, jeśli wiedzą, że jest ruchliwe i nie usiedzi lub nie pochodzi spokojnie przez godzinę. Nie wszyscy jednak uważają, że to dobre rozwiązanie, bo przecież niedziela to często jedyny dzień, kiedy cała rodzina może być ra­zem. W dodatku dobrze, gdy dziecko od małego przyzwyczaja się do obecności w kościele, a jeszcze lepiej, gdy widzi modlą­cych się tam rodziców. - Niedzielna Eucharystia ma charakter wspólnotowy, uczest­niczą w niej młodsi i starsi - tłumaczy ks. Glombik. - Dzieci uczą się w dużej mierze przez naśladowanie. Gdy mama i tata mają złożone ręce do modlitwy, to dziecko też. Jeśli dziadkowie korzystają z modlitewnika, to ono też się o niego upomina. Słowa pouczają, czyny pociągają, dlatego ważne, żeby być w kościele razem - tłumaczy. Zasada, chociaż słuszna, nie musi sprawdzać się we wszyst­kich okolicznościach, zwłaszcza w przypadku młodszych dzieci. - Wspólne wyjście z mężem i córką do kościoła jest dla mnie wygodne, ale co z tego, skoro ja z tej Mszy tak naprawdę nic nie mam. Prędzej czy później jedno z nas będzie musiało wyjść, a poza tym cały czas jesteśmy w sta­nie czuwania i obserwowania, co mała robi - tłumaczy Elżbieta Kuś. Problem dorosłych Dziecko trzeba wkompono­wać w Mszę św., zabierać do kościoła, ale rodzic musi być mobilny. Można też wybierać krót­sze Msze św. lub te specjalnie przygotowane dla dzieci – radzi ks. Bernard Plucik, proboszcz parafii w Kuźni Raciborskiej, który ma wieloletnie doświad­czenie w prowadzeniu Mszy z udziałem dzieci. Według niego, dopóki dziecko jest dziec­kiem, to wszystko w porządku. Problemy rodzą się wtedy, gdy dorośli gubią się w swojej roli. - Jeżeli rodzic trzyma dziec­ko za mocno przy sobie, albo przeciwnie - daje mu za dużo swobody, to ono na pewno wykorzysta tę sytuację. Ale jeżeli wcześniej wytłumaczy, że wyjście do kościoła to poważna sprawa, że trzeba się cichutko zachowywać, to dziecko to zro­zumie. Lepiej też usiąść w takim miejscu, żeby w razie potrzeby można było wyjść bez wywoływania zamieszania. Można by też wrócić do daw­nych zwyczajów, gdy rodzice i .dziadkowie celebrowali już sam moment wejścia do kościo­ła. Dziś często zapominamy, ile gestów da się wykonać przy tej okazji. - Zanurzenie rączki w kropielnicy, zrobienie znaku krzyża, zwrócenie uwagi na czerwo­ne światełko przy tabernakulum, zdjęcie czapeczki chłopcu, wspólne przyklękniecie — to są ważne momenty, które uczą i wyciszają - mówi ks. Plucik. - Praktykowanie ich razem z dzieckiem w naturalny sposób budzi wrażliwość na obecność sacrum. No właśnie... Może znacznie poważniejszym problemem, którym trzeba się zająć w pierw­szej kolejności, jest zanikające poczucie świętości miejsca. Gdybyśmy go przemyśleli, mo­głoby się okazać, że dyskusja nad zachowaniem dzieci w ko­ściele jest już niepotrzebna. Bo one tak naprawdę w całej tej sy­tuacji są Bogu ducha winne. GN 33 / 2004



wykonanie: blackgoose.pl © Parafia Wysoka 2006-2019